Dzień Świra

"Czy panowie muszą tak napierdalać, od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby se czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, kurwa, inteligent załatwiony na dzień cały! Wrócicie napierdalać jak siądę do pracy!"

"- Sylwuniu! Synuniu, w kuchni masz brioszki ci kupiłam czekoladowe, na kolację. Mama ci kupiła, z czekoladą.
- Mama ci brioszki kupiła.
- Brioszki!
- Brioszki? Na kolację? Ty chyba masz coś z głową?
- Z dupą!
- Z dupą to zawsze miałaś wściekliznę macicy masz bez przerwy! Kup se kołek osinowy, usiądź i siedź na nim. To cię uspokoi!
- Świnia! Gnój! Wychodzę za mąż!
- Za psa?
- Za gówno!
- Suka powinna wyjść za psa wychodzić!
- I nie chowaj telefonu!
- Po co ci telefon!? Do gonienia się masz łapy ci wystarczą!"

"- O rzesz ja pierdole, kretyn goli ręcznie trawnik golareczką na kiju, chyba do golenia! Panie, tym chce pan kurwa zgolić to wszystko?!
- Jak zgolić?
- No, bo trudno to nazwać strzyżeniem!
- O co panu chodzi?
- No, tym chce mi pan pierdzieć pod oknem do nocy?
- Za dnia nie skończę tego, w ogóle dziś nie skończę. Normalni ludzie w pracy siedzą o tej porze.
- Ja tutaj jestem w pracy!
- Też tu jestem w pracy.
- Co pan myśli, że jeśli nie podbijam karty w fabryce azbestu, o siódmej, albo drutu, albo nie napierdalam z datownikiem, listy na poczcie do szesnastej to nie jestem w pracy?! Kumasz pan to, czy masz pan za daleko do łba?! Ja tutaj właśnie pracuję!
- A ja nie pracuję?!
- Ale tym takim, taką...
- To że mi ukradli...
- Tym to se pan może pan łeb, dupę ogolić!!!
- A pan sobie mózg ogól!!! Idź pan, rób pan swoje!"

"- Może powtórzymy angielski?
- Nie, no co ty, tato?
- No, odmień być.
- No, daj spokój.
- Odmień, no.
- Weź się, tato.
- Bo nie odmienisz.
- Tak, nie odmienię.
- No to odmień. No: I.
- I.
- Am.
- Am.
- I am.
- No wiem, I am.
- You are.
- You are. No, sam powiem.
- Ale nie mówisz.
- Bo ty...
- Co ja? Co ja?
- ...mnie stresujesz.
- Ja cię stresuję, kurwa?! Uczysz się tego piąty rok w szkole i na kursach, i wszystko to jak krew w piach!
- Ta, krew, od razu.
- I bo czego to jest odmiana?
- Jak czego?
- No, jakiego słowa?
- No słowa, normalnie.
- Posiłkowego.
- No.
- Jakiego?
- Posiłkowego.
- Jakiego posiłkowego? To...
- Am?
- To be, kurwa, or not to be! O tym też nie słyszałeś?!"

"- Fajos?
- Nie! Chujos!"

"- Ładnie pachniesz! Co to za zapach?
- Wyciąg z fiuta!"

"- Idź pan stąd!
- Zagrać?
- Wynoś się pan!
- Gdzie?
- Do dupy z takim graniem! Nikt tego już nie chce słuchać! Co panu się wydaje, że pan gra na Pradze przed wojną albo zaraz po? Co pan przeleżał pod lodem pół wieku? Dla kogo pan to gra?
- Dla ludzi!
- Wie pan co robię, jak potrzebuję muzyki? O! Od Kokera do Mozarta! A chociażby Chopina chociażby może sobie chociażby posłuchać! Na wyciągnięcie ręki! A pan mi będziesz zaiwaniał zakazane piosenki. Wypierdalaj pan z tą harmoszką! Bo panu w dupę strzelę!"

"Zabiję skurwysyna! Skurwego syna zatłukę! Zajebię go na kotleta!"

"Gdy wieczorne zgasną zorze, zanim głowę do snu złożę, modlitwę moją zanoszę, Bogu Ojcu i Synowi. Dopierdolcie sąsiadowi! Dla siebie o nic nie proszę, tylko mu dosrajcie, proszę! Kto ja jestem? Polak mały! Mały zawistny i podły! Jaki znak mój? Krwawe gały! Oto wznoszę swoje modły do Boga, Marii i Syna! Zniszczcie tego skurwysyna! Mojego rodaka, sąsiada, tego wroga, tego gada! Żeby mu okradli garaż, żeby go zdradzała stara, żeby mu spalili sklep, żeby dostał cegłą w łeb, żeby mu się córka z czarnym i w ogóle, żeby miał marnie! Żeby miał AIDS-a i raka, oto modlitwa Polaka!"

"- W nocy sobie śpię, śpię, śpię.
- Ja też, ja też!
- A w dzień sobie chodzę, chodzę.
- I ja, i ja!
- A w nocy sobie śpię, śpię, śpię.
- Ja też, ja też!
- A w dzień sobie chodzę, chodzę.
- I ja, i ja!
- No, śniadanie jem, jem, jem.
- Tak? Tak?
- A w sklepie kupuję, kupuję.
- Tak? Super!
- No, śniadanie jem, jem, jem.
- Tak? Tak?
- A w sklepie kupuję, kupuję.
- Tak? Super!
- Umówił się, umówił, umówił!
- Ja, nie!
- On tak całuje, całuje, całuje!
- Extra!
- Umówił się, umówił, umówił!
- Ja, nie!
- On tak całuje, całuje, całuje!
- Extra!..."

"Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę. Ja pierdolę, kurwa! Bracia poloniści, siostry polonistki, 130 było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, Jesus, kurwa, ja pierdolę! Przez pięć lat, stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, kurwa! Pod każdą władzą czuje się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo, że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej..."

"- Czy byłby pan tak uprzejmy i pomógł mi zdjąć bagaże?
- Nie!
- Ooooo!
- Słucham!?
- Po prostu nie! Mi kto pomaga!?
- Jest pan mężczyzną chyba?
- Ale ja jestem za pełnym równouprawnieniem kobiet. Gorącym zwolennikiem jestem! A pani jest przecież w pełni równouprawnioną kobietą.
- Pan to za to nie jest chyba w pełni mężczyzną!
- Widzicie w nas mężczyzn w pełni, przypominacie sobie tylko wtedy, gdy trzeba wynieść śmieci, kontakt naprawić, zwolnić miejsce w tramwaju, autobusie. Nie jestem już w pełni mężczyzną, bo nie ma takiej potrzeby! Pani jest w pełni mężczyzną za to!"

"Czy nie można tego zbierać po swoich ulubieńcach? Przecież to zaraza. Czym się różni gówność gówna psiego, od gówna ludzkiego? A jak ja bym tak zaczął walić kupy po trawnikach, w piaskownicach i podcieniach, arkadach, sadzać stolce na betonach, chodnikach, srać na skwerach? Muszę kupić wiatrówkę!"

"- Odkąd tu mieszkam to jeszcze nikt mnie nie odwiedził.
- Dobrze słyszę, co pan tam robi na kanapie.
- Ja robię na kanapie?
- Co się tam wyprawia, aż cały tapczan chodzi.
- Chuj ci w dupie chodzi!"

"Moja jest tylko racja, i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!"

Zacytował: Michał 'Dusqmad' Jaglarz