| |
|
American Gangster
 |
Tytuł oryginalny: American Gangster
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: Steven Zaillian (na podstawie artykułu " The return of
superfly" Marca
Jacobsona)
Zdjęcia: Harris Savides
Muzyka: Marc Streitenfeld
Produkcja: USA
Gatunek: dramat/ kryminał gangsterski
Data premiery (Świat): 19.10.2007
Data premiery (Polska): 25.01.2008
Czas trwania: 157 min
Obsada: Denzel Washington, Russell Crowe, Cuba Gooding Jr, Josh Brolin,
Armand Assante
|
American Gangster, to niesamowita historia Franka Lucasa,
heroinowego magnata, który w latach 70-tych szmuglował na ulice harlemu narkotyk
z Południowo-Wschodniej Azji.
Szybko dorobił się fortuny, sprzedając " blue magic", najczystszą wówczas postać
heroiny na ulicach Harlemu.
Film wyreżyserowany przez Ridleya Scotta jest dopieszczony
pod każdym względem, biorąc pod uwagę zarówno ujęcia kamerzysty, jak i pracę
scenarzysty. Grze aktorskiej wypada poświęcić nieco dłuższą chwilę i przyjrzeć
się kreacjom Denzela Washingtona oraz Russella Crowe'a.
Pierwszy wcielił się w rolę narkotykowego bossa, który przejął schedę po swym
mentorze i poprzednim królu Harlemu, Bumpym. Po jego śmierci mianuje siebie jego
następcą, przejmując tym samym i rozbudowując narkotykowy biznes. Sposób, w jaki
Washington odegrał rolę Lucasa, jest godny podziwu. Ta gra broni sama siebie,
według mnie to jedna z lepszych ról Denzela Washingtona. Być może jest to
zasługa jego spotkań z samym Frankiem Lucasem w trakcie kręcenia filmu, a może
to swoiście objawiony geniusz aktora? Cokolwiek to jest, mamy do czynienia z
wyrazistymi postaciami, które nadają rytm akcji, czyniąc ją ciekawą i
intrygującą. Po drugiej stronie " barykady" stoi bowiem Richie Roberts, stróż
prawa, nazywany szaleńcem tylko dlatego, że jako jeden z niewielu jest uczciwy i
wierzy w sens swojej pracy. W tej roli reżyser obsadził Russella Crowe'a,
dokonując wyboru równie dobrego, jak w powyższym przypadku. Detektyw staje na
czele grupy próbującej dotrzeć do głowy heroinowego królestwa, starając się
jednocześnie obciążyć skorumpowanych policjantów współpracujących z dealerami. W
filmie brak szablonowych postaci. Na szczęście. Dzięki temu obraz zyskuje na
wiarygodności i sile przekazu, jego uniwersum nie mieści się w opozycji
Dobro-Zło, Czarne-Białe, pozostawiając przez to dzieło otwartym w aspekcie
interpretacyjnym. Richie Roberts nie jest bowiem tak szlachetny i nieskażony w
każdej sferze swojego życia, bo angażując się całym sobą w walkę z korupcją i
zepsutym do cna systemem, traci kontakt z rodziną. Lucas zaś nie przedstawia
typowego czarnego charakteru, który z góry zostanie obdarzony niechęcią przez
widownię. Asocjując od fabuły American Gangster, dość istotne wydało mi się
skojarzenie z "Gorączką" Michaela Manna, w której ci "źli", nie byli wcale
takimi złymi, zresztą to jeden z wielu przykładów w historii kina, gdy w filmach
gangsterskich sympatią darzy się owe "bad characters".

Podobnie jest tu, Lucas mimo bezwzględności potrafi być szarmanckim dżentelmenem
(jak sam o sobie mówi) i zdystansowanym, eleganckim biznesmenem. Tak naprawdę,
postaci detektywa Robertsa i gangstera Lucasa aż tak bardzo się od siebie nie
różnią, stoją jednak po dwóch przeciwnych stronach. Nie jest też ideą tego filmu
rozstrzygać czy Lucas był zły, czy nie, ważne jest ukazanie rzeczywistości lat
70-tych, klimatu Harlemu i ulic przesiąkniętych "błękitną magią" (tak Lucas
nazwał rozprowadzany towar), zepsucia wśród policjantów z lepkimi rączkami w
wygładzonych gajerach...
Muzyka, autorstwa Marca Streitenfelda, jest również dobrą
stroną filmu, biegnie jakby podskórnym rytmem, świetnie współgrając z akcją i
nie tworząc żadnych niepotrzebnych dysonansów. Role drugoplanowe, może nieco
przyćmione przez tak żywe, wręcz "pulsujące" kreacje pierwszoplanowe, dorównują
jednak poziomem głównym bohaterom. Jeśli nie samą grą (Dominic Cattano, którego
zagrał świetnie się do tej roli nadający Armand Assante), to wyglądem (żona
Franka Lucasa, w tej roli piękna Lymari Nadal).
Mam wrażenie, że tego filmu nie trzeba polecać, chociaż ja
robię to z przyjemnością. Jedni obejrzą go, bo ufają talentowi Ridleya Scotta,
inni ze względu na dobrą obsadę. Jeszcze innych skusi wizja pewnej paraleli
losów George'a Junga z "Blow" i Franka Lucasa z "American Gangster". I słusznie.
Autor recenzji:
Anna 'Nat' Kapelska

Skomentuj recenzję
|
|
|