| |
|
Córka prezydenta
 |
Tytuł oryginalny: First Daughter
Reżyseria: Forest Whitaker
Scenariusz:
Jessica Bendinger, Kate Kondell, Jerry O'Connell
Zdjęcia:
Toyomichi Kurita
Muzyka:
Michael Kamen, Blake Neely
Produkcja: USA
Gatunek: Komedia romantyczna
Data premiery (Świat): 24.09.2004
Data premiery (Polska): 07.01.2005
Czas trwania: 111 minut
Obsada: Katie Holmes, Lela Rochon, Michael Milhoan, Andrew
Caple-Shaw, Marc Blucas, Andrea Avery, Michael Keaton
|
Jak to jest być dzieckiem prezydenta? Zwykły nastoletni
materialista zapewne nie wahałby się długo z udzieleniem odpowiedzi na to
pytanie. Po głębszym zastanowieniu dojdzie się jednak do wniosku, że oprócz
plusów nietrudno się tu doszukać wielu minusów, do których należy z pewnością
ograniczona swoboda. Właśnie na tym zagadnieniu skupia się Forest Whitaker
ukazując perypetie Samanthy Mackenzie w filmie „Córka prezydenta”, kolażu
gatunkowym, który łączy w sobie komedię romantyczną, młodzieżową, dramat, a
nawet kino familijne.
Wspomniałem już o tytułowej bohaterce, którą jest Samantha
Mackenzie. Co można powiedzieć o jej życiu? Okiem postronnego obserwatora
wygląda wręcz bajecznie – żyć nie umierać. Prawda prezentuje się jednak dużo
inaczej. To czego brakuje nastoletniej dziewczynie to normalne życie. Chciałaby
przedzierać się przez każdy dzień podobnie jak jej rówieśnicy, śmiejąc się,
dobrze bawiąc, żyjąc w gronie przyjaciół. W tym świecie nie ma jednak takiej
możliwości. Jak się wkrótce przekona każdy, z pozoru błahy wybryk, uwiecznia
błysk flesza, a zdjęcie wędruje na okładki brukowców. Oto bowiem przyszedł czas
na nowy etap w jej życiu, a mianowicie rozpoczęcie nauki w college'u. Tu
Samantha będzie naprawdę cierpiała i narzekała na zupełny brak prywatności co,
jak każdy wie, jest największym koszmarem nastolatka. Na ten stan rzeczy ma
wpływ wiele czynników. Między innymi fakt, że na każdym kroku towarzyszy jej
dwóch goryli, którzy są przy niej przez 24 godziny na dobę, a legiony paparazzi
czekają na każdy jej ruch. Czy uda się z tym coś zrobić? Czy los sprawi, że
spełni się największe marzenie córki prezydenta?
Film Whitakera utrzymany jest w bajkowej konwencji, której
charakterystycznymi cechami jest cukierkowość i naiwność. Cała ta baśniowa
otoczka sprawi, że dla każdego te 107 minut stanie się naprawdę traumatycznym
przeżyciem. To co kipi z tego obrazu zwie się nudą, a ta towarzyszy nam tu od
pierwszej do ostatniej minuty. Dlaczego wspominam tu on tej całej bajkowości?
Przede wszystkim nie ma tam zła, wszyscy się miłują, są przesadnie mili, nie
brak tu też epizodycznych bohaterów, których IQ woła o pomstę do nieba. Po
seansie ciągle zadawałem sobie jedno, podstawowe pytanie – dla kogo jest ten
film, kto jest w stanie wysiedzieć w kinie, czy przed telewizorem dobrze się
bawiąc? To właśnie najbardziej mnie w tym wszystkim bawi. Mówiono, że film jest
dla nastolatków. Aż chciałoby się pozostawić to bez komentarza, lecz ten aż
ciśnie się na usta. A może tylko i wyłącznie dla nastolatek? Zdecydowanie nie.
Ta część publiczności też nie stroniła od negatywnych komentarzy. Nie będę się
tu zastanawiał nad odczuciami jakie towarzyszyłyby ludziom po dwudziestce – to
nie ma sensu. Dochodzę więc do wniosku, że cała ta opowieść najbardziej powinna
się spodobać dziewczynkom w wieku poniżej 12 lat. Któż z choć trochę
doroślejszych osób będzie odporny na ten cały, sztampowy banał.
Po tym wszystkim nie ma się już praktycznie żadnej ochoty na
ocenę aktorstwa. Tu chyba nawet Charlize Theron w roli Samanthy i Robert de Niro
jako prezydent nie byliby w stanie stanowić kontrastu dla żałosnego scenariusza.
Nie wspomnę już, że za wymienienie tych nazwisk w recenzji tak tragicznego kiczu
powinienem zostać spalony pod zarzutem herezji. Kończąc to małe fan fiction – Katie Holmes
jak zwykle słabo. Aktorka pląta się po ekranie atakując serią głupawych
uśmieszków, brakuje jej jakiegoś luźniejszego podejścia co owocuje na ekranie
niezmiernie niepewną kreacją. Popatrzmy na tą rolę przez pryzmat innych
występów. Jakie nasuwają się wnioski. Po prostu na ekranie Katie ma niewiele to
pokazania, brak jej dopracowanego warsztatu, a zasób jej mimiki jest skąpo
ograniczony. Pozostała część obsady raczej
przeciętnie, co nie dotyczy oczywiście Michaela Keatona. Jeśli bierzemy pod
uwagę zasługi to z pewnością on najwięcej wniósł temu obrazowi i to do niego nie
można mieć zastrzeżeń.
Mógłbym tu jeszcze postawić filmowi wiele zarzutów. Mógłbym,
tylko po co? Czy coś to zmieni? Czy oprócz tego, co wymieniłem cokolwiek może
wbić temu filmowi większy gwóźdź do trumny. Wątpliwe, więc na tym poprzestanę.
A co z zakończeniem? Spełnią się wszystkie wasze domysły.
Będę więc równie szablonowy i zakończę do bólu powszechnym zwrotem – omijać
szerokim łukiem.
Ocena: 1/10
Autor recenzji: Michał 'Dusqmad' Jaglarz

Skomentuj recenzję
|
|
|