|
|
Simpsonowie: Wersja kinowa
Recenzja dotyczy wersji oryginalnej z napisami. 18 lat – tyle dane było czekać wszystkim fanom Simpsonów, aż ich ulubiona rodzina wreszcie zawita na dużych ekranach. Nietrudno się domyślić, że oczekiwania były wielkie, a niepewność, czy czasem film nie okaże się klapą, jeszcze większe. W końcu chodziło o familię Simpsonów – o bodajże najbardziej znaną, lubianą i rozpoznawalną rodzinę na świecie. I nie tylko o nich – o całą społeczność Springfield, która od lat rozbawia nas jak mało kto i w której często możemy zobaczyć też samych siebie. Fabuła filmu obraca się wokół wątku ekologicznego, który
został bardzo poważnie potraktowany. Największą zaletą filmu, podobnie jak w przypadku serialu,
jest oczywiście humor. I to nie ugrzeczniony, mający się podobać każdemu,
poprawny politycznie, ale ostry, odważny i wyśmiewający każdego. W filmie lecą
żarty z polityków (Schwarzenegger, który został wybrany, aby rządzić, a nie
czytać!), gejów (Homer nabijający się w kościele z zabawnie wyglądającego
jegomościa, para policjantów oddających się przyjemnościom seksualnym), z
kretyństwa ludzi (rewelacyjna scena rozmowy policjanta z mafiosem, Fat Tonym) i
innych zachowań, które zasługują na wyśmianie. Widać, że twórcy „Simsonów:
wersji kinowej” nie robili filmu, który miał być przystępny dla każdego – nawet
dla malucha. Mali odbiorcy na pewno nie docenią sporej ilości zabawnych scen.
Animacja Simpsonów wygląda tak jak w serialu, z tą jednak
różnicą, że jest tutaj kilka wstawek, które wyraźnie korzystały z dobrodziejstw
nowoczesnej technologii. Widać w nich porządnie wykonaną pracę ludzi od efektów
specjalnych. Kolory nabierają wtedy żywszych kolorów, a postacie więcej detali.
Całość robi bardzo dobre wrażenie. Film obfituje w wiele bardzo ładnie
zrobionych obrazków i widoków. Jest czym nacieszyć oczy podczas oglądania
Simpsonów. Jedynym minusem filmu jest jego długość, a raczej to, że jest krótki. 83 minuty mijają w zawrotnym tempie, i mimo że to czas aż czterech zwykłych odcinków serialu, to po seansie aż chce się prosić o więcej. Przyjemnie byłoby bowiem oglądać kolejne nieprzyjemności, w jakie wpada Homer, mieć następne okazje do śmiania się z Barta i jeszcze więcej czasu spędzać z mieszkańcami Springfield. Dlatego też po tym, gdy w czasie napisów końcowych (tak zrobionych, że nie można się na nich nudzić) Maggie powiedziała „sequel”, mam nadzieję, że takowy nastąpi. Widać, że szalona rodzina z Homerem na czele wciąż, po tych 18 latach, potrafi rozbawić. I to nawet, gdy pojawia się na dużym ekranie!
Autor recenzji:
Piotr 'Miodzio' Mudzo |
|
|||||