| |
|
Nocne rozmowy znad
scenariusza: Matrix
MORFEUSZ: Witaj, Neo. Jak pewnie zgadłeś jestem Morfeusz.
NEO: To dla mnie zaszczyt
MORFEUSZ: Nie. To dla mnie zaszczyt. Ale wejdź. Usiądź. Przypuszczam, że czujesz
się trochę jak Alicja wpadająca do króliczej nory.
NEO: Trochę tak.
MORFEUSZ: Masz takie spojrzenie. Godzisz się z tym, co widzisz, bo liczysz, że
się zaraz obudzisz. Jak na ironię, niewiele się mylisz. Wierzysz w
przeznaczenie?
NEO: Nie.
MORFEUSZ: Dlaczego nie?
NEO: Bo chcę stanowić o sobie.
MORFEUSZ: Dobrze wiem o co ci chodzi. Wiesz dlaczego tu jesteś?
Bo wiesz o czymś. Nie umiesz tego wytłumaczyć, ale przeczuwasz to.
Całe życie czułeś, że świat jest jakiś dziwny. To przeświadczenie tkwi jak
drzazga w twoim mózgu i doprowadza cię do obłędu. Dlatego tu przyszedłeś. Wiesz
o czym mówię?
NEO: O Matrixie.
MORFEUSZ: Chcesz wiedzieć, czym ona jest? Matrix jest wszędzie wokół nas. Nawet
w tym pokoju. Widzisz ją za oknem i w telewizji. Czujesz ją w pracy, w kościele
i kiedy płacisz podatki. Matrix to sztuczny świat, który przysłania ci prawdę.
NEO: Jaką prawdę?
MORFEUSZ: Jesteś niewolnikiem. Jak wszyscy ludzie, urodziłeś się w więzieniu,
którego nie możesz powąchać ani dotknąć. Bo uwięziono twój umysł. Niestety, nie
mogę ci powiedzieć, czym jest Matrix. Musisz to zobaczyć. To decydująca chwila.
Później nie będzie odwrotu.
Weź niebieską pigułkę, a obudzisz się we własnym łóżku jakby to był sen. Weź
czerwoną, a zostaniesz w Krainie Czarów i zwiedzisz króliczą norę.
Pamiętaj. . .
Mogę ci dać tylko prawdę.

Ocky: Nie sądzisz, że taki obraz świata upodabniany do snu, czegoś
takiego nie do końca racjonalnego i rzeczywistego jest dla nas wyjątkowo wygodny?
Kirk: Hmmm, tu zmierzamy w kierunku surrealizmu, który ma swoje dobre i
złe strony, bo może pokazywać rzeczy piękne, dalekie od rzeczywistości, ale mimo
wszystko pozostaje iluzją.
Ocky: Skupmy się na Matrixie, ok?
Kirk: Ok, jest wygodny. Bo czasem lepiej nie znać prawdy. Woody Allen powiedział,
że kto za dużo myśli ten jest nieszczęśliwy. Lovecraft zauważył, że nauka
prowadzi do eksterminacji gatunku. Dlatego chyba prawdą jest, że im mniej wiemy,
tym dla nas wygodniej.
Ocky: Ponoć nieświadomość jest błogosławieństwem. Tylko głupiec myśli, że
wie, kiedy tak naprawdę nic nie wie, jest z tą niewiedzą szczęśliwy.
Kirk: Nie ma wątpliwości, że z wiedzą wiąże się pewien ciężar, od którego
nie ma możliwości ucieczki. Nikt nie potrafi oszukać własnej świadomości. Neo
zdecydował się na krok, który zdeterminuje całe jego życie. Pozna prawdę, ale
nie będzie to, jak u Platona, dar.
Jedynie ciężar, który musi udźwignąć. Jest Wybrańcem i chce sprostać zadaniu.
Ocky: Ja bym się nie zgodziła z twierdzeniem, że świadomość jest tylko
problemem. Wybierał między tym, co miał i znał, a czymś nowym, nieprzewidzianym.
Gdyby w Matrixie czuł się dobrze, miał swoje miejsce, nie musiałby szukać dalej.
Podoba mi się nawiązanie do Alicji z Krainy Czarów. Różnica jest tylko taka, że
Alicja… to bajka dla dzieci, metaforyczna, ale mimo wszystko bajka. Matrix jest
natomiast mniej optymistyczny. Neo jest taką Alicją w dobie globalizacji i
technicyzacji.
Kirk: Metafora użyta przez Morfeusza jest naprawdę świetna. Tyle, że
Alicja była w Krainie Czarów zagubiona i chciała się wydostać, natomiast Neo ma
jasno wyznaczony cel, który chce osiągnąć. Poza tym z własnej woli chce
sprawdzić, jak głęboka jest królicza dziura.
Ocky: Alicja też sama pobiegła za królikiem. Nie wiedziała, co ją czeka,
była sama, z dala od domu.
Kirk: Ale zwróć uwagę, że gdyby wybrał niebieską pigułkę, nie miałby
świadomości istnienia
Matrixa. O wszystkim by zapomniał i wiódł spokojny żywot. Świadomość jest tutaj
kłopotem, bo został postawiony przez Morfeusza w trudnej sytuacji, który odkrył
przed nim tylko czubek góry lodowej. Co prawda przestrzegł, ale gdyby Neo znał
całą prawdę, to mógłby odmówić.
Ocky: Żyłby dalej w świecie, którego nie rozumie, do którego nie pasuje.
Cofnąłby się parę kroków wstecz, to prawda, ale co to zmieni? Modyfikacja
pamięci, nie charakteru. Dalej będzie kawałkiem od nie tej układanki. Prędzej
czy później na nowo dojdzie po raz kolejny do tego samego miejsca i, nieświadom,
że już to kiedyś robił, znowu zacznie szukać.
Kirk: Możliwe, że gdyby Morfeusz powiedział więcej, wtedy Neo nie
chciałby próbować go zrozumieć. A zmieniłoby to dużo, ponieważ różnica między
świadomością a nieświadomością jest kolosalna.
Ocky: Chyba nie doceniasz znaczenia ludzkiej ciekawości.
Kirk: Oczywiście, można podpierać się ciekawością, która w dużym stopniu
(prawie jak popęd seksualny) determinuje ludzkie zachowanie, jednak istnieje
jedna przeszkoda: nie jest łatwo zrezygnować z całego świata, który się
dotychczas znało i dziwię się, że Neo nie ma takich wątpliwości. Ciężko tak
szybko wybrać czerwoną pigułkę i wszystko odrzucić, mimo że to iluzja, jednak
istniało się w tym świecie przez kawałek swojego życia.
Ocky: Pamiętasz Szósty Zmysł? Tam mamy w pewnym sensie podobną sytuację.
Bohater żyje co prawda w niewiedzy, ale w jakiś sposób, gdzieś pod skórą,
wyczuwa, że coś jest nie tak, że nie umie być szczęśliwy. I to uniemożliwi mu
znalezienie spokoju.
Kirk: Dyskomfort musi bardzo przeszkadzać, ale nie zawsze prowadzić do
tak radykalnych i nagłych kroków.
Ocky: Próbuję od jakiegoś czasu zwrócić twoją uwagę na jedną rzecz, która
w filmie nie została aż tak mocno uwypuklona, jakkolwiek wydaje mi się, że ma
pierwszorzędne znaczenie dla TEGO wyboru. Alienacja. To nie była nagła decyzja,
on tego szukał bardzo długo, praktycznie cale życie. Nagle TO znalazł. Jak
obietnicę z innego świata. Głos, że jest coś/ktoś jeszcze. Ktoś taki jak on.
Miejsce, gdzie wreszcie poczuje się jak u siebie. Z czysto psychologicznego
punktu widzenia człowiek nie umie żyć sam, jest istotą społeczną i będzie szukać
takiej grupy, do której będzie mógł się optymalnie wpasować nie tracąc za dużo
ze swych indywidualnych predyspozycji. Neo nie jest narwanym nastolatkiem.
Pozornie niczego mu nie brakuje, ma prestiż, poważanie, pracuje dla dużej
korporacji. Czego chcieć więcej? A jednak – czegoś chce.
Kirk: Możesz mieć rację, Neo czuje więcej niż inni. Jednak dręczy mnie
swoboda wyboru, za którą musi kryć się coś więcej niż alienacja. Duży wpływ na
jego decyzję (może większy niż ciekawość i samotność) może mieć sam hipnotyczny
Morfeusz oraz kiełkująca świadomość Neo na temat tego, że jest Wybrańcem. Być
może bohater podjął decyzję ze względu na heroizm.
Ocky: On podejmując decyzję jeszcze nie wie, że jest czy może być
Wybrańcem. Sugerujesz, że został po części zmanipulowany?
Kirk: Wydaje mi się, że tak, ponieważ Morfeusz potrzebuje Neo i zna jego
potencjał. Dlatego stara się pokierować jego decyzją, no bo gdyby Neo odmówił,
to skutki byłyby katastrofalne.
Ocky: Ale w efekcie to on podejmuje decyzję. Jego wolna Wola zostaje
zachowana. Morfeusz doprowadza i pokazuje mu drzwi. Wejść już musi sam.
Kirk: Tak, ale sposób, w jaki te drzwi pokazuje ma wpływ. Choćby sama
metafora Alicji w Krainie Czarów. Nie rzuca pragmatycznymi informacjami, a całą
wizje kreuje w nurcie pociągającego mistycyzmu, który formą nie pokrywa się z
konsekwencjami decyzji Neo.
Ocky: No cóż, przyznam, że nigdy nie patrzyłam na Morfeusza jak na
manipulatora. Bardziej przewodnika. Tutaj różnica polegać będzie właśnie na tej
Woli.
Kirk: Neo wolną wolę ma i słowo manipulator też jest chyba na wyrost.
Chodzi mi tylko o to, że Morfeusz chciał, żeby Neo wziął czerwoną tabletkę. Tym
bardziej, że wiedział o jego fascynacji, dlatego systematycznie podsycał jego
ciekawość. Efekt osiągnął.
Ocky: Ale nie możesz oczekiwać od nikogo pełnego altruizmu, bo czegoś
takiego nie ma. Altruizm zawsze ma w sobie trochę egoizmu, robiąc coś dla kogoś
musisz to lubić. Inaczej nie chciałoby ci się działać wbrew sobie. Fascynacja,
podsycał, efekt – używasz terminologii, która ma dość pejoratywne zabarwienie.
Kirk: Często altruizm wiąże się z kolegialnym podziwem dla jednostki,
więc zgadzam się z Tobą, co do altruizmu jako takiego. Jeśli Neo działa z
pobudek własnych, czyli był kierowany chęcią wiedzy, to altruistą został trochę
przez przypadek, jednak nie da się zaprzeczyć, że z biegiem czasu wczuł się w
rolę Wybranego. Co do pejoratywnego zabarwienia słów, to nie chciałem żeby tak
to zabrzmiało. Chodzi mi jedynie o fakt, że Morfeusz chciał, żeby Neo się
zgodził, ponieważ był świadomy jego potencjału. Nie chce tutaj stawiać Morfeusza
w negatywnym świetle.
Ocky: On nawet nie musi wierzyć w Przeznaczenie. Nie musi nawet go znać,
wręcz uwierzy, że to, o czym inni myślą, że będzie jego Przeznaczeniem, nigdy
nim nie będzie. Error in personam – nie ta osoba. Ale „istnieje różnica miedzy
znajomością drogi a podążaniem nią”. Ok, rzeczywiście z perspektywy świata
Morfeusza, Neo był im potrzebny, niezbędny wręcz. ALE, w momencie Wyboru żaden z
nich nie był niczego PEWIEN. Morfeusz WIERZYŁ, że znalazł Wybrańca, Neo WIERZYŁ,
że odnajdzie sam siebie.
Kirk: Morfeusz nie był pewien i właśnie dlatego podsycał ciekawość Neo. A
gdyby założyć, że obie pigułki różniły się tylko kolorem, a efekt byłby ten sam?
Daleko idąca hipoteza, ale nie musi być nierealna.
Ocky: Oj, chyba zaczynamy tu gdybać, a nie o to chodzi. Uwierzmy w dobrą
wolę Morfeusza, dobrze? ;)
Kirk: Masz rację, gdybam za bardzo, ale pomieszanie pigułek wcale nie
umniejsza dobrej woli Morfeusza. :)
Ocky: Porównaj Neo na początku i pod koniec filmu. W obu wypadkach się
buntuje, walczy. Z tym, że na początku walczy z czymś, z korporacjami, z
wyścigiem szczurów. Pod koniec walczy o coś, walczy o Prawdę.
Kirk: Bardzo patetycznie, ale taki jest cały film. Ciężko uniknąć patosu,
gdy w filmie pojawia się motyw Wybrańca.
Ocky: Myślę, że nawet jak ten motyw odpuścisz, to można tu znaleźć kilka
fajnych rzeczy. Neo zaczyna robić rzeczy naprawdę nieziemskie, przekraczające
ludzkie umiejętności wtedy, gdy zaczyna wierzyć. Mały mnich, spotkany u Wyroczni
mówi mu mniej więcej to samo. Nie próbuj zmieniać tej łyżki. Uświadom sobie, że
jej nie ma.
Kirk: Musi sobie to uświadomić, skoro chce sprostać wyzwaniu i dotrzeć do
prawdy.
Ocky: Bo wiary nikt nie może ci dać, czy nauczyć. Wiarę zdobywasz w
doświadczeniu, w każdym przeżytym dniu. On zaczyna Wierzyc w siłę, którą w sobie
ma. Którą zawsze miał. Ale dopiero teraz zaczyna ją aktywować. Ta energia
zaczyna w nim pulsować
Kirk: Z tą wiarą to kwestia sporna, bo chyba zależy też od obiektu, a
raczej transcendentu, wokół której się skupia. A gdyby nie Morfeusz, który
zwiększył jego energię, nie mógłby nic zrobić. Zachowywałby się jak ćma, lecąca
do światła.
Ocky: Morfeusz był silniejszy niż np. Trinity czy reszta. U niego to
wszystko było jaskrawsze
Kirk: Morfeusz tę barierę zlikwidował.
Ocky: Nie, on tylko pokazał, że tę barierę można zlikwidować. Albo, że
jest tylko pozorna.
Kirk: Ale to on dał mu środki, dzięki którym zobaczył prawdziwą
rzeczywistość (tautologia celowa i mająca rację bytu w konwencji filmu
Wachowskich). On go przeniósł do prawdziwego świata w fizycznym sensie.
Ocky: Tak, to prawda. Był jego nauczycielem i mistrzem. Do pewnego czasu.

Kirk: Uczeń przerósł mistrza. Mówi się o Wybrańcu, ale Neo sam stwierdza,
że w przeznaczenie nie wierzy. Dziwna kontaminacja. Co o niej myślisz? Czyżby
Wachowscy nie byli konsekwentni i popełnili logiczny błąd?
Ocky: No cóż, to akurat dość proste. Czy musisz wierzyć w grawitacje,
żeby ona istniała? Nie. To są dwie różne płaszczyzny. Twoja wiara i fakt
Kirk: No ale grawitacja to aksjomat. A bycie Wybranym – nie.
Ocky: Jeśli przyjmujemy, że istnieje coś takiego jak Przeznaczenie i
Przeznaczeniem Neo jest bycie Wybrańcem, to żadnym sposobem nie będzie on w
stanie od tego uciec. Może się sprzeciwiać, wyrywać, ale Przeznaczenie i tak się
wypełni, bo tak MUSI być. Czymże w tym wypadku jest jego wiara?
Kirk: Ale skoro w Przeznaczenie nie wierzy, to jego działania urastają do
wyższej rangi heroizmu, o którym wcześnie mówiłem, jest to potwierdzenie że nie
działał tylko z ciekawości. Zresztą nie jest dopowiedziane, że Przeznaczenie się
wypełni, no bo Wachowscy chyba na początku nie mieli w głowie stworzenia
trylogii, a dalsze części są wynikiem działań komercyjnych, na końcu filmu
powstaje tylko błąd w systemie, nie jest on zniszczony.
Ocky: Nie uciekaj tak daleko. Już w pierwszej części wychodzi, że Neo
naprawdę tym Wybrańcem jest. Koniec filmu mówi nam tylko tyle, że już to wie, że
zaakceptował, że będzie walczył.
Kirk: Ale nikt nie powiedział, że uwierzył w Przeznaczenie, po prostu
podjął wyzwanie.
Ocky: Bo Przeznaczenia też nie można rozumieć pasywnie. Nawet, jeśli z
góry określony jest pewien cel, do którego dojdziemy, to sposób, w jaki tam
dojdziemy zależy od nas. Wymaga od nas działania.
Kirk: No, ale czy Przeznaczenie zakłada zwycięstwo w przypadku Neo? Chyba
nie. Niesie tylko ryzyko. A skoro on w Przeznaczenie nie wierzy, więc tym
bardziej jego działanie jest podyktowane heroizmem, nie mówiąc już o ciekawości.
Zgadzam się natomiast z Tobą, że większość jego działań była podyktowana
ciekawością właśnie. Nie ma co robić z niego Chrystusa. Zastanawiam się jednak
co jest równoznaczne z wyzwoleniem: przekazanie prawdy innym czy zniszczenie
systemu?
Ocky: Myślę, że jego ciekawość miała ewentualnie znaczenie w czasie
wyboru pigułki. Później już stopniowo coraz mniej.
Kirk: Dokładnie, gdy wybierał pigułkę nie był świadomy, na jaką skalę
działa Matrix, a nawet nie wiedział, co to dokładnie jest. Właściwy cel
przyszedł później.
Ocky: Ciekawość została zaspokojona, jeśli dalej chcesz określać motyw
jego działań, to musisz szukać gdzie indziej.
Kirk: Ale nie poznał dokładnego schematu działania systemu, nie zniszczył
go, nie wie jeszcze jak go zniszczyć, jak się to wszystko zaczęło.
Ocky: Nie zniszczył, ale poznał i zrozumiał. To wystarczy.
Kirk: Ja myślałem o głębi filmu, której właściwie nie ma, jest świetny
pomysł, wykonanie, ale ani jednej filozoficznej rozterki, a zniszczenie kilku
tysięcy lat ludzkich dziejów chyba by do takich doprowadziło. Ten brak jest
uzupełniony efektownymi walkami i mistycznym klimatem. Ale więcej to tam nie ma.
Ocky: Jak to nie ma głębi? Zobacz, że to konglomerat bardzo popularnych i
istotnych dla naszego kręgu cywilizacyjnego toposów i archetypów. Niezależnie od
tego, czy żyjesz sobie parę tysięcy lat przed Chrystusem, czy na początku XXI
wieku, wciąż ktoś próbuje cię wrzucić w jakiś schemat myślenia i działania.
Kirk: Są wykorzystane archetypy (Jung się pewnie w grobie przewraca), ale
to nie tworzy jeszcze głębi. Zabrakło mi trochę jakiegokolwiek zwątpienia,
przecież wszystko, na czym opierał się świat zostało doszczętnie zniszczone. A
tu nie widać ani żadnego żalu, ani nawet jednej refleksji nad tym, co dawało
sens życia, a zostało zweryfikowane przez prawdę.
Ocky: Przede wszystkim: jeszcze nie zostało zniszczone. Po drugie,
wczoraj pisałeś o surrealizmie, że niezależnie, czy pokazuje nam coś pięknego,
czy wręcz odwrotnie, to i tak jest iluzja. Tutaj mamy to samo.
Kirk: I zwykle sen nie trwa tyle lat i nie śni go tak wiele osób na raz.
Sen nie buduje światopoglądów, wiary, filozofii.
Ocky: Neo nie wahał się długo przy podejmowaniu decyzji, do tego doszliśmy
mówiąc o ciekawości. A potem zobaczył jak niezdrowy i toksyczny jest Matrix.
Więc czego miał żałować? Ewentualnie tego, że powstał. A czy nazizm i uwiedzenie
milionów Niemców nie miało w sobie czegoś ze snu? Zaślepienia, zmanipulowania
całej grupy? Masami da się w ten sposób rządzić.
Kirk: Chyba chcesz wejść na płaszczyznę filozofii Giordano Bruno i
opowiadań Borowskiego, ale lepiej nie oceniajmy, co mogło być iluzją a co nie.
Zresztą tego, co było nie można nazywać snem, bo sen to nie jest rzecz
kontrolowana przez kogoś innego. Manipulacja to już iluzja.
Ocky: W obu wypadkach mamy jedno podobieństwo: nie panujesz nad tym, co
się dzieje. Po II wojnie światowej, gdy zastanawiano się, jak do tego mogło
dojść, Fromm zauważył, że ludzie boją się wolności, mimo iż bez niej nie będą
żyć w pełni. Dostali to, co było im potrzebne: przywódcę, wroga, mit o własnej
nieskazitelności. W Matrixie w gruncie rzeczy było podobnie. Ludzie dali nad
sobą zapanować za cenę, jaką był spokój, brak odpowiedzialności. Jednym słowem:
wygoda. Pamiętasz posążki trzech małpek? Nic nie widzą, nic nie słyszę, nic nie
mówię.

Kirk: Ale w przypadku większości żyjących ludzi nie było podporządkowania.
Sami mówiliśmy o nieświadomości bycia w Matrixie. Nie można powiedzieć, że bali
się wolności, skoro nie mieli żadnego wyboru.
Ocky: Oni są wtórnym pokoleniem. Przyszli na świat już w Matrixie. Jedyne,
co mogą zrobić, to albo się podporządkować, albo szukać.
Kirk: Chyba nie każdy może szukać. Gdyby mógł każdy, słowo Wybraniec nie
miałoby żadnego znaczenia i całkowicie deprecjonowałoby rangę jaką osiągnął Neo.
Ocky: Oj, chyba zaczynasz mylić pojęcia. Wybraniec może zmienić losy tego
świata, ale wcale nie oznacza, że jako jedyny może poznać Prawdę. Przecież poza
Matrixem żył cały Zion, załoga Nabuchodonozora, a oni nie byli Wybrańcami.
Kirk: Rola Wybrańca chyba nie sprowadzała się wyłącznie do poznania
prawdy, tylko do zniszczenia Matrix.
Ocky: Prawdę mogli poznać też inni. W praktyce była to dość wąska grupa,
ale to przez wzgląd na większą niż u innych determinację. Dostęp do tego świata
był i każdy mógł go poznać. Wybrańca do tego nie mieszam.
Kirk: Zresztą, aby wejść w świat Matrixa, należy mieć umiejętności,
których nie posiada każdy (bycie hackerem). A to, że ktoś nim nie jest to nie
jego wina.
Ocky: Umiejętności, o których mówisz, można zdobyć wkładając w to
odpowiednią ilość czasu i pracy. To nie jest lot na Marsa, który dla 99,99%
populacji jest nieosiągalny.
Kirk: Nie zarzucałbym ludzkości konformizmu (oczywiście abstrahując od
realnego świata).
Tak, można je zdobyć, no ale nie przesadzajmy. Takie zarzuty, że ktoś nie jest
hackerem, a przez to podporządkował się Matrixowi, nie mają dla mnie sensu.
Ocky: Nie mają, to racja. Ale to, że nie widzą iluzoryczności świata, w
którym żyją, że brak im pewnej wrażliwości, to już tak. Zresztą oni sami nie
będą w stanie nic zrobić jako masa. Nawet nie chcą. Ta walka, jak każda, rozegra
się między dwoma antagonistycznymi grupami elit.
Kirk: No, ale podkreślenie perfekcyjności Matrixa jest wielokrotnie w
filmie wskazywane. Wychodzi na to, że trzeba być kimś, żeby do prawdy dotrzeć.
Nie każdy może tego dokonać, ponieważ wychodzi to poza jego zasięg intelektualny,
fizyczny i co najważniejsze - świadomościowy. I ludzie nie próbują, bo nic o
Matrixie nie wiedzą. Ja w tym żadnej ich winy, opieszałości czy czegokolwiek
negatywnego nie widzę.
Ocky: Tak, to zaiste będzie trudne, bo przyjmują narzucony im stereotyp.
Słowo NORMALNE oznacza tyle, co zgodne ze schematem.
Kirk: Ale tu nie chodzi o kulturę, komercję itd. To nie jest trudne,
tylko nieosiągalne, do prawdy mogą dotrzeć tylko wybrani (nie mylić z
Wybraństwem – Neo). To tak jakby komuś kazać odgadnąć myśli osoby znajdującej
się na drugiej półkuli, dodatkowo nie podając powodów tych działań.
Ocky: Wydaje mi się, że w tym momencie Agent Smith chroni Matrix tylko
przed Jasną Stroną Mocy, że tak to nazwę. Bo on sam już na tyle się wdrożył, że
nie wymaga ingerencji. Model został załadowany, ludzie go rozwiną do perfekcji.
Przemoc, zakłamanie, fałsz.
Może inna sprawa, już tak zmierzając ku końcowi. Co zyskał Neo?
Kirk: Neo zyskał Prawdę, co ciekawe, w filmie Wachowskich mamy prawdę
obiektywną, o co szalenie trudno w naszym współczesnym świecie. To, co osiągnął
Neo jest też dla niego samego pewną satysfakcją. Czuł, że coś jest nie tak,
zaczynał rozumieć pewne niedociągnięcia i to stało się asumptem do pójścia w
stronę tego, co dla większości jest nieosiągalne. Nie stracił nic, bo jak
mówiłem film nie poświęca właściwie miejsca na refleksje nad tym, co zostało
bezwzględnie zniszczone przed Prawdę. Na pewno nie zdawał sobie do końca sprawy
co do konsekwencji swojej decyzji, ale jak wcześniej było mówione – Morfeusz nie
posłużył się pragmatyzmem (myślę, że celowo) podczas rozmowy z Neo. Jeśli
miałbym jednym słowem określić, co zyskał Neo, to byłaby to wiedza. Na pewno
dużo rzeczy się za tym kryje, pozytywnych i negatywnych, ale to już sprawa mocno
subiektywna (jak cała nasza miła dyskusja).
Ocky: Tak, zyskał świadomość, no i miłość. Znalazł swoje miejsce i będzie
o nie walczył do końca. Bo zrozumiał. Tylko wiesz, Prawda nic nie niszczy.
Prawda co najwyżej pokazuje, że coś nie ma racji bytu. Demaskuje. Nigdy nie
niszczy, bo skoro coś nie było prawdziwe, ergo nie było tego, to nie można tego
zniszczyć.
***
Wiem, że tam jesteście.
Czuję was.
Wiem, że się boicie.
Boicie się nas.
Zmiany.
Nie znam przyszłości.
Nie powiem wam, jak to się skończy.
Ale powiem wam, jak się zacznie.
Odłożę słuchawkę...
i pokażę ludziom to, co przed nimi ukrywaliście.
Świat...
bez was.
Świat nie kontrolowany, bez granic i nakazów.
Świat, w którym wszystko jest możliwe.
Co się stanie potem...
to już zależy od was.
Autor artykułu:
Anna 'Ocky' Muzyka vs.
Karol 'Kirk' Janusz

Skomentuj artykuł
|
|
|