|
|
"Wielki błękit". W poszukiwaniu siebie. Zwycięzca pierwszej edycji konkursu na
najlepszy artykuł filmowy - "Piórem
po taśmie" Luc Besson realizując Wielki błękit spełniał swoje wielkie marzenie. Nie był chyba jednak świadomy, że jednocześnie spełni marzenie milionów widzów na całym świecie, którzy - jak się okazało - chcieli obejrzeć właśnie taki film. Wielki błękit od początku budził kontrowersje, przeważnie spotykał się z szyderstwami krytyków i zachwytem widzów. Skąd ten dysonans? Rzeczywiście, jeśliby spojrzeć chłodnym okiem, film ma niezbyt skomplikowaną fabułę, jest dość przewidywalny, dialogi również nie są jego bardzo mocną stroną, niektóre rozwiązania można uznać za dość niefortunne czy nawet bliskie kiczu. Jeden z recenzentów pisał: „Zbyt wolny, sztywny, z błędami, sztucznym, nadmiernym kadrowaniem i zalewem natarczywej muzyki” [1]. Dlaczego więc w samej Francji utwór tak daleki od perfekcji obejrzało ponad dziewięć milionów widzów? Czy właśnie przez wspomniane wady, które przesuwają film od koneserów w kierunku pospólstwa? Ale przecież to nie jest kino komercyjne, Luc Besson był daleki od takiego nastawienia: w Wielkim błękicie nie pojawiają się gwiazdy (choć Mickey Rourke zaoferował młodemu reżyserowi, że może zagrać nawet za darmo), filmowa akcja nie jest najważniejsza, fabuła nie jest poprowadzona w sposób charakterystyczny dla produkcji hollywoodzkich, nie ma happy-endu (co znaczące, w absurdalny sposób został on wprowadzony w wersji amerykańskiej, oczywiście bez wiedzy Bessona, który razem z całą ekipą walczył o pozostawienie filmu bez zmian). Nasuwa to myśl, że być może film ma w sobie coś, co oczarowuje widzów, nawet jeśli są nieświadomi, czym jest to „coś”, a dla recenzentów, podchodzących do filmu z bagażem schematów i szufladek czekających na każdy obraz, ten nieuchwytny aspekt pozostaje właśnie… nieuchwytny. Ich płaszczyzna odbioru nie pozwala im dostrzec tego, co ujrzeli przeciętni, przeważnie młodzi widzowie. Mówienie o odbiorze umysłem zamiast sercem z pewnością byłoby srogą egzageracją, jednak fenomen społeczny filmu tak silnie kontrastujący z opinią prasy przy wyżej wspomnianych okolicznościach prowokuje do zastanowienia. Dla krytyków błękit pozostał zimny, ciemny i nieprzystępny. Widzowie w tym samym błękicie dostrzegli pokaźną głębię i urok. Dlaczego? „A może, po prostu, Wielki błękit jest pięknym filmem?[2]”, jak pisał kilka miesięcy po premierze prostujący poprzednie oceny krytyk? Ziarno, z którego narodził się Wielki błękit,
kiełkowało w Bessonie już od dzieciństwa. Dużą jego część spędził na morskim
wybrzeżu, w wieku szesnastu lat został instruktorem nurkowania. Pewnego
sierpniowego wieczoru 1977 roku, na pokazie zorganizowanym przez włoskiego
filmowca podwodnego, zobaczył na ekranie Jacquesa Mayola, mistrza swobodnego
nurkowania. Postać ta stała się pierwowzorem głównego bohatera filmu
zrealizowanego 10 lat później. Dla porządku w dużym skrócie opiszę jego fabułę. W tym miejscu możemy spróbować dać pierwszą odpowiedź na
postawione wcześniej pytanie - gdzie leży źródło fenomenu filmu, skąd bierze się
jego osobliwa magiczność? Moim zdaniem, Wielki błękit jest po prostu
bardzo romantyczny. Jest to banalne stwierdzenie, jednak ten romantyzm już nie
tak bardzo. Nie jest wolny od egzaltacji, ale szczery. Jest dosłowny, ale jednak
podszyty czymś głębszym. Kluczowe są postaci filmowe. Cechy bohatera
romantycznego, a właściwie werterycznego, zostały rozłożone pomiędzy głównych
bohaterów: Jaquesa, Enzo i Johannę. Dzięki temu reżyser osiągnął rzecz dość
niezwykłą: widz identyfikuje się z całą trójką postaci[3],
które choć mają cechy wspólne, to jednak wiele ich od siebie różni, każda ma
specyficzny charakter. Łączą ich jednak właśnie pewne romantyczne właściwości,
podobne skłonności, tęsknoty. Okazało się, że nie są one obce całemu pokoleniu
młodych widzów[4],
szukających swojego miejsca w świecie i poszukujących siebie, często broniących
się przed dorosłością, uciekających przed jej bezdusznym racjonalizmem,
marginalizacją uczuć i wewnętrznych popędów, bojących się jej brutalnych realiów.
Przyjrzyjmy się zatem bliżej tym romantycznym cechom bohaterów Wielkiego
błękitu, które tak oddziałały na wyobraźnię odbiorców. Umiłowanie natury Morze to całe życie dla Jacquesa i Enzo. Choć ten pierwszy
doświadczył przez nie tragedii, nie przestał go kochać, a nawet ich związek
jeszcze się wzmocnił, połączyła ich jakaś dziwna zależność, nierozerwalna nić.
Można tu wspomnieć, że mówiąc po angielsku o morzu, używa się słowa „she”, czyli
„ona” (inaczej niż polskie „to” morze). Morze ma cechy kobiece, jest dla
Jacquesa matką (prawdziwa matka opuściła jego rodzinę) i jednocześnie miłością
życia. Bohater potrafi spędzić całą noc pływając z delfinami. Zresztą te
zwierzęta grają bardzo ważną rolę w filmie. Jaques jest bardziej podobny do nich
niż do ludzi, inni mówią, że to człowiek-ryba. Potrafi się z nimi porozumiewać,
zresztą chyba tylko z nimi. Zabawne, ale tak naprawdę niebłahe są dwie sceny
obrazujące ten stan rzeczy. W pierwszej wujek mówi do małego Jacquesa: „dlaczego
nigdy nie zadajesz żadnych pytań? To ja zawsze zadaję pytania. Siedzimy tu jak
dwa głazy. A teraz mówię sam do siebie. Zapytaj o coś, do diaska!”. Chłopiec
pyta: „dlaczego mama odeszła?”. W drugiej scenie już dorosły Jacques spotyka się
po latach z Enzo. Ten drugi mówi: „a więc, po tylu latach, zapewne masz wiele
pytań, o które chciałbyś zapytać, mam rację?”. Jaques oczywiście nie potrafi
zadać żadnego pytania. Za to z delfinami porozumiewa się bez słów. Tylko przy
nich czuje się swobodnie, tylko przy nich na jego twarzy rysuje się szczery,
spokojny uśmiech. Nie potrafi wychwycić uczuć zadurzonej w nim bez opamiętania
kobiety, umie za to rozpoznać, że delfiny w seaquarium są nieszczęśliwe i
dlaczego tak jest (świetna scena z uwolnieniem delfina i niesieniem go przez
całe miasteczko do plaży). Uczuciowość W przypadku nurków jest to miłość w niezwykłym wydaniu -
obiektem ich uczucia jest morze. Miłość ta ma bardzo romantyczną cechę: popycha
ku samozagładzie. Nadaje sens egzystencji, ale stając się jej treścią,
jednocześnie niszczy, całkowicie opanowuje. Jest źródłem jedynego szczęścia,
jedyną szansą na spełnienie, ale też skazuje na cierpienie. Jest wieczna,
absolutna, ale łączy się z bólem, w parze ze słodyczą idzie gorycz. Morze jest
bardzo wymagające, zazdrosne, nie toleruje konkurentek. W swojej zachłannej
żądzy potrafi być bezwzględne i bezlitosne. Jest to miłość aż do śmierci. Samotność Wszyscy bohaterowie są osamotnieni. Jacques już w
dzieciństwie traci rodziców, jego jedynymi przyjaciółmi są delfiny. Kontakty z
ludźmi nie idą mu najlepiej, co najwyżej budzi zainteresowanie naukowców. Jest
istotą oderwaną od społeczeństwa, zasklepioną w sobie. Za bardzo się od niego
różni, aby móc w nim normalnie funkcjonować. Jego niezwykłość skazuje go na
alienację, jest dziwolągiem, często wzbudzającym niepokój. Nie może być inaczej,
skoro ożywa on dopiero w morzu, tylko wtedy jest sobą, czuje się tam „jak ryba w
wodzie”, a na lądzie usycha. Enzo mówi o nim: „dziwnie wygląda. Jak dziecko,
które dopiero nauczyło się chodzić”. Ale Mayol tak naprawdę nigdy nie nauczył
się chodzić w ludzki sposób, co najwyżej raczkował, a próby stanięcia na nogi
zakończyły się fatalnie. To nic, że z Enzo łączy go szczególne powiązanie z
morzem, że Johanna darzy go silnym uczuciem. Jacques nie czuje autentycznego
powinowactwa z nimi, jest osamotniony duchowo. Choćby otaczał go tłum ludzi,
zawsze będzie miał poczucie izolacji, wyobcowania. Bunt wobec świata i poczucie bezsensu egzystencji Odcień buntu bohaterów filmu różni się jednak od typu
romantycznego, który to był celowy, przemyślany, w pełni świadomy i akcentowany.
Bunt Jacquesa jest czymś naturalnym, bezwiednym, niewymuszonym i niezbędnym.
Mayol od zawsze był w opozycji do świata, typowych postaw, zasad i reguł, nigdy
nie zachowywał się tak, jak „się” zachowuje. Odrzucał zwyczajne życie,
wybierając alternatywny sposób egzystencji oddalał się od norm, aż stracił z
nimi zupełnie kontakt. Pod wpływem Johanny spróbował normalnego ludzkiego
bytowania, jednak nie znalazł w nim sensu, prawdziwej treści. Jacques mówi, że w
nurkowaniu najgorszy jest moment, kiedy jest się na dnie, bo nie można wtedy
znaleźć powodu, dla którego warto wrócić na powierzchnię. Jego bunt znalazł
ostateczny wyraz w samobójstwie. Obłęd i samobójstwo Ten bardzo romantyczny motyw znajduje silne
odzwierciedlenie w filmie. Oboje nurków z czasem traci kontrolę nad swoimi
czynami, odrzucają rozsądek, nie kierują się rozumem w swoich działaniach (kolejna
podstawowa cecha romantyczna). Enzo wpada w niebezpieczny wir rywalizacji, nie
może się już zatrzymać, nie liczy się z niczyim zdaniem. Nie tyle chodzi tu o
przegraną z Jacquesem czy samym sobą, co o kapitulację przed morzem, na którą
nie mógłby sobie pozwolić. Musi to doprowadzić do tragicznego końca. Tajemniczość Mayol to szalenie zagadkowa postać. Nie wiemy, co się z nim
działo po śmierci ojca, jaka właściwie jest jego przeszłość. Jest bardzo skryty
w sobie, zamknięty, nieprzenikniony. Mało mówi, o sobie wcale. Jego zachowanie
dla otoczenia pozostaje niezrozumiałe; jest człowiekiem-rybą, dziwną istotą,
która niewiadomo skąd się wzięła. Nawet dla Johanny jest nieodgadniony. W filmie można się doszukać jeszcze innych, pomniejszych
cech bohatera romantycznego. Umiłowanie dzieci tutaj ma postać
zauroczenia delfinami. To one są symbolami niewinności, czystości. Ich świat
kontrastuje ze skażonym światem ludzkim, jest wolny od jego nieszczęść, strapień
i udręk. Delfiny żyją z dnia na dzień w pełnej beztrosce. Reprezentują
nieskalaną pierwotność natury, daje się w nich odczuć tchnienie absolutu.
Dlatego są tak ważne dla Jacquesa i postanawia on do nich dołączyć.[6] I jeszcze jedna cecha romantyczna, którą zostawiłem na
koniec, gdyż w Wielkim błękicie wydaje mi się kluczowa i należy jej
poświęcić osobną część. Umiłowanie piękna Platon pisał, że miłość to tęsknota za pięknem[7]. Myślę, że warto odwołać się do jego koncepcji, według której w duszy ludzkiej odciśnięte są idee. Człowiek ma w sobie pewne prawzory, trwałe i niezmienne ujęcie istoty rzeczy. Idee są czymś samoistnym, łączącym z idealnym światem ponadzmysłowym. Po narodzinach zapominamy je, mogą się jednak odzywać pod wpływem pewnych szczególnych bodźców, możemy obcować z cieniami idei. Jednym z takich impulsów może być ziemskie piękno. Przypomina ono o pięknie prawdziwym. Wydaje mi się, że tak właśnie jest z Jacquesem. Morze jest dla niego wyrazem najwyższego piękna, jest największym i jedynym dobrem (u Platona idea piękna była utożsamiana z ideą dobra, sprowadzana do jednej z postaci dobra). Widzimy, jak jego dusza reaguje pod wpływem wyjątkowej urody morza, jak zyskuje skrzydła i próbuje ulecieć. I w końcu ulatuje. Jacques jest cały zanurzony w tym pięknie, nie pływa w wodzie, a fruwa. „Dusza jego zapadała się w jakiś nowy świat, fantastyczny, mglisty, nierealny jak świat na dnie morza, przez który kroczyły niewyraźne kształty i istoty[8]” - aż dziw bierze, że James Joyce nie napisał tego pod wpływem Wielkiego błękitu, tak bardzo ten opis pasuje do Jacquesa, jak i Johanny. Podobnie jak morze wpływa na Mayola, mężczyzna ten działa na Johannę. Tęskni ona za pięknem i znajduje je zamknięte w osobie Jacquesa, skończenie pięknego. Jest nim całkowicie przeniknięta, jego urok emanuje na nią, ogarnia ją całą, daje jej poczucie szczęścia, obcowania z doskonałością, a przez to uszlachetniania samej siebie. Dzięki swej miłości zyskuje skrzydła. Jednak, jak pisze niemiecki poeta August von Platen, "kto spojrzał raz na piękno swoimi oczami, w tajemniczy sposób jest już wydany na śmierć"[9]. Piękno przedstawione w filmie jest zachwycające, ale w swoim uwodzicielstwie niebezpieczne. Od początku czai się w nim coś niepokojącego, groźnego. Dotyczy to zarówno uroku morza, jak i Jacquesa. Mężczyzna fascynuje Johannę swoją nieprzewidywalnością, tajemniczością, niepojętością. Ona daje się ponieść żywiołowi, odrzuca rozsądek, zatraca się w Jacquesie. Taka sama zależność występuje w relacji Mayola do morza. Zapiera mu ono dech, oszałamia, obezwładnia. Nurek tęskni za pięknem, uzależnia się od niego, nie może bez niego żyć. Cechuje go także pewien pociąg do przepaści, nie szanuje ludzkiej egzystencji. Nurkując, schodzi do głębi samego siebie, penetruje swoją duszę, chłonie piękno. Jest jednak ciągle nienasycony, żąda więcej, nie może znaleźć ukojenia. Całkowicie zahipnotyzowany nieprzemijającym pięknem, pragnie się z nim na zawsze połączyć. Wielki błękit jest pięknym filmem. Choć piękna nie można oddać, a tylko je sławić, Luc Besson dokłada wszelkich starań, aby olśnić i oczarować widzów, tak jak piękno czaruje bohaterów filmu. I choć oczywiście nie wszystkich udało się uwieść, to okazało się, że całe pokolenie przejawiło podobną tęsknotę za pięknem. Być może Wielki błękit powinno się oglądać w określonym wieku, będąc młodym, być może później „skłonności romantyczne” zanikają i odbiór jest inny. Być może, nie wiem. Jestem jednak przekonany, że kolejne generacje będą się odnajdywać w losach Jacquesa, Enzo i Johanny. Największym problemem współczesnego człowieka jest on sam. Tak jak filmowe postaci próbujemy odkryć nasze miejsce w świecie, naszą rację bytu. Nie możemy doświadczyć spokoju miotając się pomiędzy marzeniami, tęsknotami a tak odbiegającymi od nich realiami. Bohaterowie Wielkiego błękitu odnaleźli w morzu wyższe życie, wcześniej ukryte gdzieś w ich wnętrzach, niewysłowione, niezgłębione, ale jednak ich życie. My również łakniemy czegoś więcej, niż oferuje nam nasza egzystencja. Nieustannie tęsknimy za pięknem. Wciąż szukamy siebie.
Bibliografia: [1] Jean-Luc Macia, „La Croix”, 14 maja 1988, w: Emmanuel Haymann, Jean Reno, Assimil, Kraków 2004, s. 41 [2] Daniel Sibony, „Liberation”, sierpień 1988, w: Tamże, s. 42 [3] Besson wykazuje niewątpliwy talent do wywoływania identyfikacji widzów z jego bohaterami, często wbrew zdrowemu rozsądkowi, czego najlepszym przykładem jest chyba Leon Zawodowiec (1994), w przypadku którego mocno utożsamiamy się i wiążemy emocjonalnie z płatnym mordercą. [4] 40% widzów we Francji było w wieku od 15 do 24 lat. [5] Tomasz Mann, Śmierć w Wenecji, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996, s. 38 [6] Na marginesie można wspomnieć, że bohater romantyczny sam nie miał dzieci ani żony, cechuje to również filmowe postaci. [7] Platon, Fajdros, Wydawnictwo Antyk, Kęty 2002, s. 68 [8] James Joyce, Portret artysty z czasów młodości, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005, s. 186 [9] August von Platen, Tristan, zbiór Vermischte Gedichte, 1828
Autor artykułu:
Tomasz Klimala |
|
|||