|
|
Blow
„Blow” to oparta na faktach opowieść o życiu, karierze i upadku George’a Junga, pierwszego w Ameryce importera kolumbijskiej kokainy. W latach siedemdziesiątych rozpętał prawdziwy boom na ten narkotyk, zyskał pieniądze, rozgłos i sławę wśród kolumbijskich karteli narkotykowych. Był prawą ręką Pablo Escobara, legendarnego barona narkotykowego. Stał się żywą legendą. Ale film Teda Demme’a to nie tylko obraz blichtru, wolności i
pozbawionego wszelkich ograniczeń życia Junga. To wniknięcie w świat brutalnych
porachunków narkotykowego podziemia, prania brudnych pieniędzy, wielkich afer i
wojny z systemem. To historia człowieka, którego handel narkotykami wyniósł
ponad przeciętność, ponad zwykłych, szarych ludzi, by w efekcie zniszczyć go
doszczętnie, strącić ze szczytu, odbierając wszystko – rodzinę, przyjaciół,
pieniądze. George Jung to postać tragiczna, ale poetycka. Mając wszystko, nie
może znaleźć najważniejszego – miłości. Bo miłości nie można kupić, trzeba na
nią zasłużyć. Pierwsze czucie kończy się tragicznie, gdy jego partnerka umiera
na skutek powikłań związanych z zażywaniem narkotyków. Długo szuka drugiej
kobiety, którą obdarzy uczuciem. Gdy wreszcie ją znajduje, okazuje się, że to
żona potężnego bossa mafii. Udaje mu się ją zdobyć, jednak konsekwencje są
poważne – zdrada ze strony karteli, odrzucenie przez przyjaciół i upadek. Żona
odchodzi od Junga, gdy ten idzie do więzienia. Zabiera ze sobą córkę, ukochane
dziecko George’a. Ale Jung traci ją na własne życzenie – po wyjściu z więzienia
ponownie zabiera się za handel kokainą. Zostaje zdradzony przez swoich
wspólników i ponownie trafia do więzienia, tym razem na kilkanaście lat. Wtedy
możemy obejrzeć najbardziej chyba wzruszającą scenę w „Blow”, gdy pracujący w
ogrodzie więziennym George widzi lądujący helikopter, z którego wychodzi mu na
spotkanie jego dorosła już córka. Przytulają się i czule rozmawiają, kiedy
rozdziela ich strażnik, nakazując Jungowi powrót do celi. Jeśli chodzi o grę aktorską, jest co podziwiać. Johnny Depp,
mistrz ról alternatywnych i zwariowanych, sprawdza się doskonale w roli George’a
Junga. Tworzy niesamowitą postać, przepełnioną bólem, krzyczącą o pomoc, ale nie
dostającej jej. Depp jak zwykle wczuwa się w swojego bohatera, przez co postać
handlarza staje się bardzo wyrazista i osobista – miejscami mamy wrażenie, jakby
był to biograficzny film Deppa, nie Junga. Świetny jest Ray Liotta w roli ojca
Junga, zawsze wspierającego syna, kochającego człowieka, który całe życie
spędził ciężko pracując na utrzymanie rodziny, za co wdzięczny mu jest jedynie
syn George. Matce zależało zawsze jedynie na pieniądzach. W późniejszym życiu
Junga widać wpływ nauk ojca o tym, że najważniejsze w życiu jest być w porządku
z samym sobą i nigdy się nie poddawać. Kolejnym aktorskim popisem jest rola
Penelope Cruz, grającej Mithę Jung, filmową żonę Deppa. Uzależniona i
nadużywająca kokainy piękna kolumbijka wpada w oko George’owi na przyjęciu u
Escobara. Szybko zostawia dla niego swojego męża i wychodzi za Junga. Mają córkę,
którą później zabiera ze sobą, opuszczając męża wykreślić całe zdanie, bo była
już o tym mowa. Cruz świetnie zagrała zmanierowaną, ale początkowo kochającą
narkomankę, która bardziej od narkotyków potrzebowała pieniędzy na narkotyki i
była przyzwyczajona do życia w luksusie. Gdy luksus się skończył, odeszła. Paul
Reubens i Cliff Curtis zagrali dwóch ważnych w życiu Junga ludzi powiązanych z
narkobiznesem. Pierwszy wcielił się w ekspresyjną rolę Dereka Foreala,
kalifornijskiego króla marihuany, który wprowadza młodego George’a w świat
dilerów i wielkich pieniędzy. Zostają dobrymi przyjaciółmi, Derek wielokrotnie
pomaga później Jungowi, by wreszcie odwrócić się od niego po tym, gdy wszystkie
kartele wydały na niego wyrok. Drugi zaś świetnie zagrał kolumbijskiego barona
kokainowego, Pablo Escobara. To on otworzył Jungowi drogę do naprawdę ogromnych
pieniędzy, jakie obaj zarabiali na eksporcie białego proszku do Ameryki.
Wyrachowany i bezwzględny z jednej strony, z drugiej – okazuje się dobrym
partnerem i przyjacielem nie bojącym się podać dłoń odrzuconemu kompanowi. „Blow” należy do moich ulubionych filmów. Dlatego, że gra w nim Depp, najbardziej ceniony przez mnie aktor. Dlatego, że opowiada prawdziwą historię prawdziwego człowieka, pokazując jaki był, mimo tego, co robił. Wreszcie dlatego, że uwielbiam filmy osadzone w latach siedemdziesiątych, ich specyficzny klimat. Poza tym „Blow” należy niewątpliwie do czołówki filmów opowiadających o kartelach narkotykowych i ich rozwoju w Ameryce, obok takich tytułów jak „Scarface” czy „Donnie Brasco” (w którym Depp występuje u boku Ala Pacino, grając agenta FBI w strukturach mafii). Film Demme’a jest piękną, dramatyczną historią człowieka zdradzonego i opuszczonego przez wszystkich, który przechodzi metamorfozę i poszukuje szczęścia, ale nie jest mu ono pisane. Gorąco polecam, nie tylko fanom Johnny’ego Deppa.
Autor recenzji:
Michał 'Mod' Jadczak |
|
|||||