Chappie (2015)
Długometrażowa wirtuozeria krótkiego metrażu. Naiwnie meandruje po popularnym temacie samoświadomości robotów.
Neil Blomkamp miał pomysł na film, który powinien zrealizować w formie etiudy, krótkiego metrażu, tak jak miało to miejsce w przypadku „Dystryktu 9”. Dualizm w odbiorze filmu „Chappie” to nieodparte wrażenie zmęczenia materiału, który na siłę, nieco naiwnie został rozciągnięty do dwóch godzin, a jednocześnie fascynująca chęć poznania zakończenia. Blomkamp potrafi doskonale zbudować napięcie i stworzyć historię nawet z krótkiego pomysłu. Braki fabularne i wątkowe nadrabia kolejnymi pomysłami i zwrotami akcji.
„Chappie” to film stricte science-fiction, czyli coś kompletnie nowego dla Blomkampa. Widać, że reżyser lubi meandrować po różnych gatunkach przedstawiając swój punkt widzenia na wielu płaszczyznach. Mówiąc całkiem serio trzeba przyznać, że Blomkamp odnalazł się w gatunku sci-fi perfekcyjnie. Po jego doskonałym debiucie – „Dystrykt 9”, zaprezentował nieco mniej udane widowisko „Elizjum”, które choć imponowało, to nie wnosiło nic świeżego do gatunku. „Chappie” natomiast wykorzystuje znane i popularne motywy, ale kieruje je w nieco innym, świeżym kierunku.
Niedaleka przyszłość. Oto poznajemy wybitnego naukowca z ulicy, który zaprojektował praktycznie niezniszczalne roboty policyjne. Policja jest z nich bardzo zadowolona, gdyż nie musi ryzykować życia pączkożerców w walce z kryminalistami, posyłając metalowe puszki z wnętrzem wypełnionym kabelkami. Dzięki temu poziom przestępstw w RPA znacząco spadł. Niezadowoleni są jedynie przestępcy oraz współpracownik naukowca z ulicy – Wolverine’a. Ten jest wściekły gdyż jego projekt – głupiego, masywnego, zdalnie sterowanego robota bojowego nie otrzymał funduszy na realizację. Hugh Jackman próbuje więc na każdym kroku podciąć skrzydła Devowi Patelowi. Jednak naukowiec z ulicy, ma wielkie ambicje i w domu, po godzinach pracuje nad algorytmem samoświadomości, który mógłby zainstalować w nowej generacji robotów. Nie będzie to wielkim zaskoczeniem, że ostatecznie mu się udaje. Slumdog momentalnie biegnie do swojej szefowej – Ripley z „Obcego”, żeby pozyskać zgodę na stworzenie prototypu. Jednak Sigurney Weaver jej nie wydaje. Zrozpaczony naukowiec z ulicy kradnie więc uszkodzony model przeznaczony do utylizacji. Wracając do domu zostaje jednak napadnięty przez Die Antwoord, którzy są prawie tak samo wściekli jak muzyka, którą grają. Porywają Slumdoga i każą mu uruchomić robota myśląc, że jest to w pełni sprawny robot. Jakże wielkie zaskoczenie ich spotyka, gdy okazuje się, że robocikowi trzeba będzie zmieniać pieluszki. Gangsterzy nadają mu imię po żarciu dla piesków i zaczynają wychowywać swojego elektronicznego mordercę.
Jeśli wydawałoby się wam, że zdradziłem za dużo to jesteście w błędzie. Tak kształtuje się pierwsze 20 minut filmu. I właśnie to chyba jest największy problem. Twórca dość szybko rozwiązuje wątki. Przecież Jack Sparrow w „Transcendencji” na badania nad przeniesieniem świadomości poświęcił całe swoje życie, co było wyczerpujące zarówno dla niego, jak i najbliższych. Również w filmie nie udaje mu się na początku. Natomiast naukowiec z ulicy, wpada na rozwiązanie bardzo szybko. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to nie jest głównym punktem fabularnym filmu, postawiono tutaj bardziej na zachowania behawioralne – o ile możemy o tym mówić w przypadku robotów. Widzimy, jak Die Antwoord skutecznie pierze umysł „Chappie’go”, przedstawiając mu swój punkt widzenia oraz priorytety. Reżyser zwraca uwagę na wpływ środowiska na kształtujący się umysł.
Muszę przyznać, że animacja tytułowego robota to absolutny perfekcjonizm. Biorąc jeszcze pod uwagę, że robot, niczym małe dziecko, musiał uczyć się poruszać, zachowywać, nawet mówić, mogę śmiało stwierdzić, że Chappie jest bardziej żywy niż niektórzy prawdziwi aktorzy. Nicolas Cage na przykład.
„Chappie” to film przede wszystkim rozrywkowy. Naiwny, ale rozrywkowy. To bardzo dobry sposób na spędzenie wieczoru, odprężenie się i wyłączenie nadmiernego analizowania umysłu.
Muszę przyznać, że animacja tytułowego robota to absolutny perfekcjonizm. Biorąc jeszcze pod uwagę, że robot, niczym małe dziecko, musiał uczyć się poruszać, zachowywać, nawet mówić, mogę śmiało stwierdzić, że Chappie jest bardziej żywy niż niektórzy prawdziwi aktorzy. Nicolas Cage na przykład.
„Chappie” to film przede wszystkim rozrywkowy. Naiwny, ale rozrywkowy. To bardzo dobry sposób na spędzenie wieczoru, odprężenie się i wyłączenie nadmiernego analizowania umysłu.

Tytuł: Chappie (Chappie)
Reżyseria: Neill Blomkamp
Scenariusz: Neill Blomkamp, Terri Tatchell
Muzyka: Hans Zimmer
Zdjęcia: Trent Opaloch
Obsada: Sharlto Copley, Dev Patel, Yo-Landi Visser, Jose Pablo Cantillo, Hugh Jackman, Sigourney Weaver, Watkin Tudor Jones
Kraj produkcji: USA, Meksyk
Rok produkcji: 2015
Data premiery: 2015
Czas: 2 godz.
Dystrybutor: United International Pictures Sp z o.o.
