Ratatuj / Ratatouille (2007)
Bon appétit!
Animacja komputerowa z całą pewnością nie otworzyła jeszcze przed kinematografią wszystkich możliwości. Cieszący się rosnącą popularnością rysunkowi bohaterowie zapewne nie raz jeszcze podbiją serca widzów na całym świecie, dołączając do grona takich „gwiazd” jak Shrek czy rybka Nemo. Wyścig na pomysły, jaki się toczy od czasów Toy Story (1996) – głównie pomiędzy wytwórnią Dreamworks, a studiami Disneya – coraz rzadziej jednak owocuje obrazami, które zaskakują nowatorstwem technicznych rozwiązań czy świeżością fabuły. Trudno o lekarstwo na ten proces przyzwyczajania się widza do określonych nurtów rozwoju sztuki filmowej. A jednak wytwórnia Pixar wykreowała paryską kuchnię i przyrządziła w niej „Ratatuja” – smakowitego, lekkostrawnego, ale nie bez finezji. Niczym danie w menu francuskiej restauracji. I nawet jeśli uroczy szczurek Remy nie ma szans na taką karierę, jak zielony ogr, to niewątpliwą gratką jest seans, po którym można rzec „tego jeszcze nie było!”.
Czym różni się „Ratatuj” od innych animowanych produkcji ostatniej dekady? Przede wszystkim szeregiem dość niekonwencjonalnych rozwiązań scenariuszowych. Już sam pomysł „obsadzenia” w głównej roli stworzenia, które budzi powszechną odrazę, jest dość przewrotny. Nie tak dawno wprawdzie gościł na ekranach „Wpuszczony w kanał”, ale antropoidalnym gryzoniom wytwórni Dreamworks daleko było do szczurzych obyczajów, o fizjonomii nie wspominając. I choć historia animacji roi się od gryzoni już od czasów Myszki Mickey, to zwykle przypada im rola czarnych charakterów. Pixar postanowił wykreować szczury, w których widz zakocha się od pierwszego wejrzenia. Futrzaści bohaterowie mieli zachować podobieństwo do pierwowzoru (podczas produkcji studio Pixara roiło się ponoć od klatek z „modelami”) – wyjadają więc nadpsute resztki ze śmietnika, a widok ich ruchliwego stada co wrażliwszych może przyprawić o dreszcze. Mimo to, Remy podbija serce całą swą szczurzą istotą, nie wspominając już o tym, że zachwyt budzi kunszt, z jakim charakterystyczne cechy gryzoni przeniesiono w świat animacji.
Najbardziej oryginalnym, a przy tym ryzykownym – z estetycznego punktu widzenia – pomysłem twórców „Ratatuja” było umieszczenie akcji w …kuchni paryskiej restauracji. Szczur Remy ma bowiem marzenie kompletnie do swego gatunku nie przystające – chce zrobić karierę kucharza, i to nie byle gdzie, bo w cieszącym się wysoką renomą lokalu w samym sercu kulinarnej stolicy świata. Szczur, choć w tym przypadku obdarzony nadzwyczajnym węchem i wyczuciem smaku, jak wiadomo, nie tylko nie jest w stanie sprawnie działać w kuchni, ale i jest ostatnim stworzeniem mile w niej przez ludzi widzianym. Realizacja ambicji Remy’ego zdaje się zatem z góry skazana na niepowodzenie. Ale – jak mawia jego kulinarne guru, Auguste Gusteau – „gotować każdy może”. W myśl tej maksymy Remy postanawia wykorzystać okazję, jaką przyniósł mu los – z pozoru niemożliwa przyjaźń z gapowatym pomywaczem, któremu grozi utrata pracy. Niezdarne ciało Linguiniego staje się medium dla kulinarnej wyobraźni szczura. Współpraca bohaterów nie tylko powoduje serię budzących niewymuszony uśmiech perypetii, ale i obojgu otwiera możliwości samorealizacji, jakich nigdy nie osiągnęliby w pojedynkę.
Oparta na tak niekonwencjonalnym pomyśle historia o zhumanizowanym szczurze, zachowująca jednak pełen realizm okoliczności, w jakich oddaje się on swej kulinarnej pasji, stworzyła podwaliny pod interesujący scenariusz. I choć ogląda się tę pixarowską baśń z słusznym oczekiwaniem na szczęśliwe zakończenie, połączenie elementów fantastycznych z – celnie podpatrzoną – rzeczywistością zaplecza gastronomii, obfituje w niespodziewane zwroty akcji. „Ratatuj” jest komiczny, pełny ironii wobec świata ludzi, a zarazem wzruszający i, jak to w bajkach, nie pozbawiony przesłania, które w tym przypadku dalekie jest od nachalnego moralizatorstwa. Historia szczura Remy’ego to wspaniała opowieść o przyjaźni, lojalności, cywilnej odwadze, ale nade wszystko o realizowaniu swoich marzeń, podążaniu własną ścieżką wbrew przeciwnościom losu czy presji otoczenia.
Dzieło Pixara zaskakuje nie tylko treścią, ale i formą, która ponownie – po przebojowym, choć znacznie słabszym niż „Ratatuj”, „Shreku Trzecim” – podnosi poprzeczkę twórcom kina animowanego. Film wprost olśniewa paletą możliwości technologii komputerowej. Ekranową rzeczywistość wykreowano z taką dbałością o detale, że gdyby widz po opuszczeniu sali mijał wykwintną restaurację, lokal ten w okresie emisji „Ratatuja” przeżywałby największe w swej historii oblężenie. Gratkę stanowią także miejskie krajobrazy – tak wysmakowanego obrazu Paryża nie było w kinie od czasów „Amelii”. Filmy animowane są zwykle krzykliwie kolorowe. Pixar zaś zastosował barwy stonowane, charakterystyczne dla rzeczywistej kolorystyki stolicy Francji. Paryskie ulice skąpane są przy tym w ciepłym, miękkim świetle, co czyni miasto jeszcze piękniejszym i bardzie magicznym niż w rzeczywistości. Wyśmienita rozrywka dla całej rodziny jest więc, w tym przypadku, także obfitą uczta dla zmysłów. Nie zagryzajcie popcornem!
Ocena: 10/10
Tytuł oryginalny: Ratatouille
Reżyseria: Brad Bird, Waldemar Modestowicz
Scenariusz: Brad Bird, Jakub Wecsile
Zdjęcia: Sharon Calahan
Muzyka: Michael Giacchino
Produkcja: USA
Gatunek: Animacja/Familijny/Komedia
Data premiery (Świat): 22.06.2007
Data premiery (Polska): 19.10.2007
Czas trwania: 111 minut
Obsada: Patton Oswalt, Ian Holm, Lou Romano, Brian Dennehy, Peter O’Toole

